Nasz styl pracy coachingowej opiera się na założeniu, że człowiek, pracownik jest potencjałem i wartością. Niestety w biznesie często pracownik jest traktowany jak pionek czy przedmiot. Tym bardziej nasz coaching staje się wtedy skuteczny- tłumaczą psychoterapeuci, trenerzy i eksperci od pracy coachingowej Piotr Fijewski oraz Krzysztof Parusiński.
Trenerzy Intry przeprowadzili już setki sesji coachingowych zarówno indywidualnych, jak i grupowych, wyrabiając przy tym swój specyficzny styl coachingowy. Na czym ten styl polega?
Krzysztof Parusiński: W Intrze pracujemy coachingowo w oparciu o podejście humanistyczno-doświadczeniowe. Cechą charakterystyczną tego podejścia jest uwypuklanie podmiotowości klienta coachingu i wartość relacji, jaką tworzy coach z klientem. Kierujemy większą uwagę na procesy emocjonalne. Można powiedzieć, że to life-coaching, ale osadzony w kontekście stricte biznesowym.
Piotr Fijewski: Nasz coaching często łączy aktywność coacha z rolą trenera, dając przestrzeń do tzw. pracy doświadczeniowej. W trakcie sesji tworzymy sytuacje, w których klienci mogą uczyć się poprzez doświadczenie. W procesie coachingowym zawarta jest część, w której klient trenuje i uczy się pewnych umiejętności oraz część, w której odkrywa i zgłębia swoje zasoby i potencjały. Nasz styl pracy coachingowej opiera się na założeniu, że człowiek, pracownik jest potencjałem i wartością. Niestety w biznesie często pracownik jest traktowany jak pionek czy przedmiot. Tym bardziej nasz coaching staje się wtedy skuteczny.
Czy wasi klienci zarówno w coachingu indywidualnym, jak i grupowym, nie obawiają się czasem, że skoro ich coachami są psychoterapeuci, a praca ma przebiegać w duchu humanistycznym, to sesje coachingowe mogą być za bardzo „psychoterapeutyczne” czy „odkrywające”?
Krzysztof Parusiński: Oczywiście, czasem spotykamy się z tym, że ktoś mówi: „Boję się, że będziecie mnie tu terapeutyzować”, ale zapewniam, że szanowanie granic naszych klientów jest dla nas świętą zasadą. Dodam też, że obawy wśród klientów coachingowych pojawiają się również wtedy, gdy mają pracować wyłącznie nad problemem biznesowym. Nie chcą, by ta praca polegała tylko na tym, że coach zadaje pytania w stylu: „I co by pan z tym zrobił?” albo „I jaki ma pan pomysł w tej sytuacji?”, co klient odbiera jako odbijanie piłeczki, ale nie czuje się prawdziwie słuchany i odzwierciedlony. A gdy mamy zbudowany pewien poziom relacji między klientem bądź klientami i coachem tak, jak robimy to w Intrze, to nawet jeśli pada pytanie: „I co by pan z tym zrobił?”, jest ono zadane w pewnym podłączeniu do klienta. Klient czuje się widziany i słuchany i zupełnie inaczej takie pytania odbiera.
Klienci czasem obawiają się, zwłaszcza w przypadku coachingu indywidualnego, że to, co mówią, bądź to, jak dokładnie pracują z coachem, będzie potem relacjonowane jego przełożonemu. Czy coacha obowiązuje poufność wobec klienta?
Krzysztof Parusiński: Zdecydowanie tak, choć klient często w to nie wierzy, bo przecież coach jest finansowany przez szefa tego klienta, a zatem pozostaje w zależności. I to właśnie wymaga zbudowania relacji między klientem a coachem.
Piotr Fijewski: Zawieramy tzw. kontrakt trójstronny. Na przykład manager ma niskie wyniki w ankietach ewaluacyjnych, czyli innymi słowy, jest kiepsko oceniany przez własny zespół, a jego przełożony zwraca się do Intry z prośbą o wsparcie coachingowe. Wówczas zawierany jest również kontrakt z szefem. Potrzebna jest świadomość i zgoda szefa, że co jakiś czas będzie otrzymywał jedynie te informacje, których zakres został wcześniej omówiony na sesji coachingowej między coachem a klientem i będą to informacje dotyczące jedynie celów biznesowych stawianych w coachingu. Zwykle w trakcie procesu coachingowego spotykają się dwu- lub trzykrotnie trzy osoby szef, jego podwładny, coachowany manager i coach. Rozmawiamy wtedy o tym, jak wygląda realizacja celów biznesowych managera, ale wszystkie sprawy dotyczące jego prywatności są objęte dyskrecją.
Krzysztof Parusiński: To bardzo ważne, co mówi Piotr, ponieważ często klient coachingu indywidualnego uważa, że najpierw będziemy pracować z nim, a potem, jak na wywiadówce, spotkamy się z jego szefem, który będzie wypytywał o postępy. Dzięki kontraktowi trójstronnemu sytuacja jest czysta i nie podlega żadnym wątpliwościom.
Co jest najczęstszą trudnością zgłaszaną przez klientów podczas coachingu indywidualnego i grupowego?
Krzysztof Parusiński: Zdecydowanie obszar komunikowania się zarówno w kontekście pozytywnym, jak i tym trudnym. Managerowie miewają obawy, że jeśli za bardzo pochwalą pracowników, to ci stracą motywację do pracy, z drugiej strony miewają trudności z przekazaniem krytyki, która będzie motywująca i korygująca, a nie osłabiająca dla pracownika i całego zespołu.
Piotr Fijewski: Kolejna trudność to nieumiejętność managerów radzenia sobie ze stresem. Manager jest przeciążony i przebodźcowany nadmierną ilością zadań. Gdyby ten sam człowiek zgłosił się na psychoterapię, moglibyśmy skupić się na tym, co może odpuścić, ale założeniem coachingu jest zwiększenie efektywności, musimy zatem szukać takich rozwiązań, aby poradzenie sobie ze stresem zwiększyło efektywność działań managera.
Jak to zrobić? Jak połączyć lepsze samopoczucie, bycie bliżej siebie, zwiększenie odporności na stres z jednoczesnym zwiększeniem efektywności? Brzmi to jak mission impossible.
Piotr Fijewski:Może nie tyle chodzi o zwiększenie odporności na stres, a o znalezienie takich sposobów funkcjonowania managerskiego, by być efektywnym, ale jednocześnie czuć swoją sprawczą siłę, pewność siebie i bezpieczeństwo. Powiedzieliśmy wcześniej o znaczeniu budowania relacji z klientem, która będzie oparta na pewnym poziomie zaufania, otwartości i bezpieczeństwa. I już sam fakt rozmowy z coachem, z którym klient jest w takiej relacji, bywa ważny, odciążający i często jest początkiem konstruktywnych zmian dokonywanych przez naszych klientów.
Krzysztof Parusiński: Czasem klienci reagują na coaching sceptycznie: „Po diabła mi to? Kolejne spotkania, kolejne obowiązki!”, ale dostrzegając to, że coach próbuje pomóc klientowi w ograniczeniu jego dyskomfortu, czują ulgę. Poza tym, podczas sesji rodzi się często pytanie, jak można zaoszczędzić czas. Uczymy jak delegować zadania, ale też paradoksalnie, jak pozyskać czas, wychodząc z chorego multitaskingu czy zadanioholicznego trybu życia.
Piotr Fijewski: Jeśli człowiek umie sięgnąć do swoich potencjałów i z nich skorzystać, będzie wtedy najefektywniejszy, a my właśnie tego uczymy klientów podczas coachingu.
Na czym polega nauka dostrzegania swoich potencjałów i czy tego da się w ogóle nauczyć?
Piotr Fijewski: Coaching ma swoje narzędzia komunikacyjne- pytania otwarte, empatyczne słuchanie, czy odzwierciedlanie tego, co słyszę, w celu sprawdzenia, czy dobrze rozumiem drugą osobę. Gdy połączymy te wszystkie narzędzia, zdołamy stworzyć warunki do poszukiwania w sobie odpowiedzi na ważne pytania. Będą to warunki sprzyjające refleksyjnej świadomości. Zadając pytania jako coachowie, zakładamy, że nasz klient znajdzie rozwiązanie. Klient dostaje wsparcie już w samej warstwie języka komunikacyjnego, dzięki czemu zaczyna patrzeć na siebie jako na wartość z większą śmiałością.
Rozumiem, że ten sam proces dzieje się w czasie trwania coachingu grupowego? Uczestnicy szkolenia stają się pewniejsi siebie i swoich kompetencji i efektywność zespołu wzrasta?
Krzysztof Parusiński: Nie tylko stają się pewniejsi siebie i swoich kompetencji, ale też nowe kompetencje nabywają i ćwiczą.
Piotr Fijewski: Na poziomie energetycznym efektywność zespołu wzrasta, bo wzrasta pewność siebie każdego z członków tego zespołu, ale jest jeszcze drugi obszar, czyli obszar kompetencji, o którym wspomniał Krzysztof. Uczestnicy uczą się technik komunikacyjnych i trenują je, przez co ich sprawczość wzrasta, a co za tym idzie, wzrasta również wewnętrzny spokój i nagle pojawia się więcej przestrzeni, by wchodzić w relacje pracownicze w bardziej skuteczny sposób.
Szkolenia coachingowe zarówno grupowe, jak i indywidualne, mają swoją specyfikę czasową. To znaczy, prowadzone są w sesjach, między którymi następują dość długie, bo zwykle czterotygodniowe odstępy. Dlaczego?
Piotr Fijewski: Przestrzeń czasowa potrzebna jest do wdrażania nowych rozwiązań i umiejętności w rzeczywistości biznesowej. Wartość wynikająca z możliwości przećwiczenia tych rzeczy w praktyce jest ogromna, zwłaszcza wtedy, gdy klientowi nie uda się coś w zadanym ćwiczeniu. Wtedy wraca na sesję i bezpiecznie omawia to ze swoim coachem. Ten proces jest potrzebny, by napędzić rozwój i wiarę w siebie.
Piotrze, Krzysztofie, powiedzcie, proszę, na koniec, co wam osobiście daje najwięcej satysfakcji w pracy coachingowej?
Piotr Fijewski: Najbardziej satysfakcjonujące jest obserwowanie pewnej synchronizacji w kliencie, gdy zaczyna on działać w zgodzie ze sobą, a jednocześnie wzrasta jego efektywność. To oznacza, że klient działa na własnych potencjałach, podejmuje decyzje, z którymi jest zgodny, a jednocześnie przynosi to korzyść jego zespołowi. Z perspektywy coachingowej kluczowy i najbardziej satysfakcjonujący jest dla mnie moment, w którym klient czuje, że nie musi udawać czy naśladować nikogo innego, może być w pełni sobą i przyczyniać się do rozwoju swojej organizacji.
Krzysztof Parusiński: Dla mnie również ten moment jest najbardziej satysfakcjonujący. Słuchając odpowiedzi Piotra, przypomniała mi się pewna anegdota dotycząca właśnie tego, jak klient podczas coachingu wraca do siebie i przestaje czuć, że musi kogoś udawać. Kilka lat temu pod koniec procesu coachingowego mój klient powiedział: „Gdy usiadłem naprzeciwko pana podczas pierwszej sesji, miałem na twarzy z dziesięć masek. Dziś mam co najwyżej jedną”.