Gdy nieustannie pracujemy, to albo jesteśmy w przyszłości, bo skupiamy się na tym, co mamy wykonać, albo w przeszłości, bo analizujemy, jak wykonaliśmy dane zadanie. I często okazuje się, że mija cały dzień, a nas ani przez chwilę nie było w teraźniejszości- mówi Agata Kołodziejczyk, psycholog, psychoterapeuta, trener.
Managerowie są zwykle przepracowani- to fakt. Ale przez chwilę pochylmy się nad tym, z czego dokładnie to przepracowanie wynika. Czy managerowie podczas szkoleń wymieniają zwykle te same powody przemęczenia?
Agata Kołodziejczyk: W korporacjach często nie ma czasu na odpoczynek. Nie ma przerw, nawet wtedy, gdy zespołowi coś się udaje. Jest raczej nawoływanie do dalszego działania, do „pójścia za ciosem”. Ta gonitwa za ciągłym rozwojem i ciągłymi sukcesami jest zarówno uzależniające ze względu na tempo i wyrzuty dopaminy, jak i niezwykle męcząca i grożąca wypaleniem zawodowym. Do tego, w przypadku managerów dochodzi multitasking. Muszą oni nie tylko wypełniać swoje obowiązki, „gasić pożary”, dbać o podwładnych, rozwiązywać ich problemy, często bardzo poważne i zahaczające o życie prywatne. To wszystko powoduje, że nie ma mowy o work-life balance. To dość charakterystyczne, że podczas szkoleń managerowie odwołują się do metafory koła, w którym biegną szybciej i szybciej i ten bieg nigdy się nie kończy. Za to skutkuje wzmożonym napięciem, z którym trudno sobie poradzić.
Jak objawia się to wzmożone, permanentne napięcie, o którym mówisz?
To wzmożone napięcie psychiczne i fizyczne, trudność z rozluźnieniem się również wtedy, gdy jest na to miejsce, czyli gdy jest się w domu z rodziną. Managerowie często mówią o trudnościach z koncentracją. W pracy są skupieni na tylu rzeczach jednocześnie, a gdy wracają do domu, nie potrafią skupić uwagi na książce, firmie, czy- co gorsza- rozmowie z bliskimi. Mają problemy ze słuchaniem, bo tempo spraw rodzinnych jest dla nich za wolne, za mało się dzieje, nie mają cierpliwości, są zirytowani, nieustannie sprawdzają maila i czują się po prostu nieszczęśliwi.
Jak najczęściej radzą sobie managerowie ze wzmożonym napięciem?
Najczęściej poprzez sport. Wiele osób na szkoleniach mówi o tym, że po pracy idzie na siłownię, biega albo ćwiczy w domu i dzięki temu może wyrównać swój poziom napięcia i w miarę spokojnie wejść w rzeczywistość domową czy rodzinną.
Czy to wystarczy?
To pytanie do osoby, która to napięcie przeżywa. Czasem, gdy poziom napięcia nie jest tak duży, ćwiczenia fizyczne wystarczą i nie pojawiają się problemy z relacjami rodzinnymi lub z odpoczynkiem. Jeśli jednak takie problemy mają miejsce pomimo dbania o sferę fizyczną, oznacza to, że nastąpiło swego rodzaju odejście od siebie, od swoich myśli, uczuć i swojego ciała. Najważniejsze jest wówczas zatrzymanie się skupienie na sobie- na tym, co dzieje się we mnie. To się nazywa monitoring wewnętrzny.
Zanim przejdziemy do tego, jak monitoring wewnętrzny praktykować, powiedz nam, proszę, co się takiego dzieje podczas intensywnej aktywności zawodowej, że człowiek odchodzi od siebie i swoich uczuć? Jak ten proces przebiega?
Jak już powiedziałam pęd jest wciągający i może skończyć się uzależnieniem, dlatego mówimy o pracoholizmie czy zadanioholizmie jako o uzależnieniu działającymi na tej samej zasadzie co alkoholizm czy seksoholizm. W tym pędzie człowiek odbiega od siebie i swoich potrzeb. Pędzi tak szybko, że już nawet nie pamięta, co się w nim dzieje. W pędzie nie czuje się lęku, smutku i innych trudnych emocji, bo się o tym nie myśli. Ale te emocje nie znikają. Jeśli nie zatrzymujemy się nad sferą ciała, myśli i uczuć w trakcie dnia, to nam się odpłaci po jakimś czasie np. w formie stanów depresyjnych, bo trudne emocje będą się kumulować i w końcu nas przytłoczą. A na poziomie fizycznym gromadzenie napięć będzie skutkowało dyskomfortem związanym z napięciem, bólami, a w efekcie również chorobami.
W jaki sposób można rozpocząć self-care polegający na wewnętrznym monitoringu?
Wewnętrzny monitoring jest bardzo prosty w swoim założeniu, ale czasem napięcie jest tak wysokie, że bardzo trudno go przeprowadzić. W dodatku, aby przynosił efekty, trzeba powtarzać go codziennie.
Mówiąc najprościej monitoring wewnętrzny jest sprawdzeniem, jak się mam, co u mnie słychać- w moim ciele, w moich myślach oraz w moich emocjach. Zaczynamy od ciała, a konkretnie od naszych stóp, sprawdzamy, czy są napięte, czy są zmęczone, czy bolą i przekierowujemy uwagę w górę. Jak się mają nasze nogi? Nasza miednica? Pośladki? Brzuch? Klatka piersiowa? Kręgosłup? Barki? Szyja? Głowa? Czy coś mnie boli, czy gdzieś zgromadziło się napięcie? Jeśli zauważę, że tak, nie zatrzymuję się nad tym, po prostu to obserwuję i przechodzę dalej. Następnie skupiam się na myślach. Podczas treningów polecam moim uczestnikom, aby wyobrazili sobie, że ich myśli to rybki w akwarium, które obserwują zza szyby. Chodzi o to, by nie zagłębiać się w te myśli, ale zaobserwować je- co dzisiaj zajmuje mi głowę? Co się pojawia? Na koniec następuje najtrudniejszy element, czyli monitoring uczuć. Uczucia są płochliwe, nie pojawiają się od razu. Trzeba chwilę poczekać, posiedzieć w ciszy w pełnym skupieniu i zaobserwować, jakie uczucia są we mnie. Nie oceniać ich, nie odganiać, po prostu zaakceptować. Bardzo często przeciążone osoby nie są w stanie tego zrobić, zasypiają albo dekoncentrują się i wtedy zalecam wdrożenie ćwiczeń oddechowo-relaksacyjnych, które mogą pomóc.
Jakie to ćwiczenia?
Po pierwsze oczyszczanie przestrzeni. Wszystkie sprawy, które mnie zajmują, maile, na które muszę odpisać, terminy, które mnie gonią, wsadzam w pociąg lub samolot i odsyłam do bezpiecznego miejsca. One tam spokojnie poczekają, a ja w tym czasie będę mogła zająć się wewnętrznym monitoringiem. Czasem sama taka wizualizacja bardzo pomaga. Ćwiczeniem poprzedzającym monitoring wewnętrzny może być również wyobrażenie fal morskich, które obmywają ciało. Fala przychodzi wraz z wdechem i odchodzi z wydechem, obmywając nas ze spraw, które nas dekoncentrują.
Ile czasu powinny trwać ćwiczenia, o których mówisz?
Nie muszą trwać długo, wystarczy minuta na oczyszczenie przestrzeni czy wizualizację związaną z falami morskimi i kolejne dwie-trzy na monitoring wewnętrzny. Raz dziennie wystarczy, choć oczywiście dwa czy trzy razy dziennie również byłoby bardzo dobrze, ale na początek raz też będzie w porządku. Najważniejsza jest regularność powtórzeń, te ćwiczenia mają nauczyć nas pewnego nawyku związanego z prowadzeniem codziennego dialogu wewnętrznego, mają odnowić kontakt między nami a naszym ciałem, naszymi myślami i naszymi uczuciami, ponieważ w codziennym pędzie ten kontakt się zatracił.
Czy są jeszcze inne ćwiczenia, które mogą ułatwić powrót do siebie?
Oczywiście, są to przede wszystkim ćwiczenia oddechowe. Dziesięć głębokich świadomych oddechów, mówiąc świadomych, mam na myśli, że w czasie trwania oddechów powinniśmy być skupieni wyłącznie na nich, jeśli nasze myśli zaczynają się rozpraszać, liczymy jeszcze raz. W końcu uda nam się wykonać dziesięć w pełni świadomych oddechów i to bardzo pomoże wrócić do siebie. Kolejne ćwiczenie opiera się na zmysłach i można je wykonać zawsze i wszędzie. Staramy się znaleźć pięć rzeczy, które widzimy, pięć, które słyszymy, pięć, które czujemy, pięć, które możemy dotknąć i jeśli mamy ku temu warunki w danej chwili możemy też opisać pięć rzeczy, które smakujemy. Jeśli nie znajdziemy aż pięciu, opisujemy trzy. Opisujemy je sami dla siebie, w swojej głowie. Chodzi jednak o to, by skupić się przez moment na tu i teraz. Na tym, co odbierają moje zmysły, czego doświadczam. Brzmi może banalnie, ale gdy nieustannie pracujemy, to albo jesteśmy w przyszłości, bo skupiamy się na tym, co mamy wykonać, albo w przeszłości, bo analizujemy, jak wykonaliśmy dane zadanie. I często okazuje się, że mija cały dzień, a nas ani przez chwilę nie było w teraźniejszości.
Czy istnieją jakieś nawyki niezwiązane stricte z ćwiczeniami, które można praktykować, by wrócić do siebie, do tu i teraz?
To na pewno psychoterapia, coaching i pielęgnowanie swojej duchowości. Wszelkie badania potwierdzają również dobroczynne działanie natury. Spacer po lesie wystarczy, byśmy poczuli się lepiej, bardziej osadzeni. Tak naprawdę wystarczy już sam kontakt z kimś żywym, prawdziwym, kto nie udaje. Zabawa z dzieckiem, spojrzenie w oczy psu, pogłaskanie kota- te małe rzeczy mają ogromną moc i momentalnie przywracają nas do tu i teraz. I oczywiście ograniczenie elektroniki. Jeśli jesteśmy po pracy albo mamy wolny dzień, warto w ogóle odłożyć telefon, inaczej pokusa sprawdzania powiadomień może być zbyt duża. Poza tym, często zamiast być tu i teraz z rodziną albo sami ze sobą, patrzymy przez wizjer- nieustannie robimy zdjęcia, dodajemy je do swoich relacji, jesteśmy podłączeni do sieci, co zabiera znaczną część naszej uwagi. To nie jest dobre, ani dla nas ani dla naszych dzieci. Ograniczenie elektroniki na co dzień zalecane jest szczególnie w porach wieczornych, abyśmy mogli się wyciszyć i lepiej spać. Tak naprawdę telefon i laptop powinny mieć „zakaz wstępu” do naszej sypialni, gdyż jest to strefa demobilizacji, a nie mobilizacji.
Czy wdrożenie ćwiczeń, o których mówiłaś i praktykowania wewnętrznego dialogu może wpływać na efektywność? Pytam, bo ktoś może mieć obawy, że go to „rozleniwi”, a przecież jest właśnie w trakcie ważnego projektu…
Praktykowanie wewnętrznego monologu, codzienny monitoring wewnętrzny, bycie tu i teraz i praca z ciałem bardzo wpływają na efektywność, ale w pozytywnym sensie. Po pierwsze uwalnia się napięci, jesteśmy rozluźnieni, lepiej śpimy, czujemy się bardziej wypoczęci, przez co mamy więcej energii. Trudne emocje nie gromadzą się w nas, przez co mamy znacznie więcej cierpliwości, nie jesteśmy tak zirytowani czy wybuchowi. Mamy większą świadomość swoich potrzeb i granic, co także wpływa pozytywnie na komunikację z pracownikami i przełożonymi. Czujemy się uczciwi wobec siebie i otoczenia, a zachowania asertywne przychodzą w nam w sposób naturalny.
Redakcja Intra
Oto kilka pozycji, które mogą pomóc w obniżeniu napięcia i nawiązaniu wewnętrznego dialogu:
„Taka praca nie ma sensu!” Tony Schwartz
„Wielki atlas małych przyjemności” Olga Ślepowrońska
„How to relax” Thich Nhat Hanh